Silver Powrót na Wyspę Skarbów Andrew Motion


/WYDAWNICTWO SINE QUA NON/

Silver Powrót na Wyspę Skarbów Andrew Motiona to książka, na którą czekałem z ogromną ciekawością i z lekkim niepokojem, bo dopisywanie dalszych ciągów do klasyki to zawsze ryzykowne zadanie. Wyspa Skarbów to dla mnie absolutny fundament literatury przygodowej i bałem się, że ktokolwiek próbujący ją kontynuować tylko ją zepsuje. Na szczęście Motion podszedł do tematu z ogromnym szacunkiem i z pomysłem.

Historia zaczyna się wiele lat po wydarzeniach z oryginału. Jim Hawkins jest już dorosłym mężczyzną, a na scenę wchodzi jego syn, Jim junior. To on znajduje ślady prowadzące z powrotem na wyspę i razem z grupą starych i nowych bohaterów wyrusza w kolejną podróż. Pomysł na to by opowieść opowiedzieć z perspektywy kolejnego pokolenia jest prosty, ale działa znakomicie, bo pozwala zachować ducha oryginału i jednocześnie dodać coś nowego.

Największą niespodzianką jest dla mnie postać Długiego Johna Silvera. W tej książce nie jest on już tylko czarnym charakterem z drewnianą nogą i papugą na ramieniu. Motion pokazuje go jako człowieka starego, zmęczonego, ale wciąż niezwykle inteligentnego i charyzmatycznego. To postać tragiczna, która nosi na sobie ciężar wszystkich swoich zdrad i zbrodni, a jednocześnie wciąż potrafi zachwycić opowieścią przy ognisku. Relacja między nim a młodym Jimem jest sercem tej powieści i została napisana naprawdę pięknie.

Klimat przygody jest tu zachowany w stu procentach. Mamy sztormy, mapy, zdrady, nocne wyprawy przez dżunglę, groźne szepty o klątwie i oczywiście sam skarb, który znowu okazuje się przekleństwem bardziej niż błogosławieństwem. Motion pisze językiem, który udaje styl Stevensona, ale nie jest jego kopią. Jest lekko staroświecki, gawędziarski, pełen morskich wyrażeń, co sprawia, że czyta się go z ogromną przyjemnością i czuć ten wiktoriański powiew przygody, który tak bardzo kocham.

Czy jest to książka równa oryginałowi. Pewnie nie, bo oryginał jest jeden i nie do podrobienia. Ale czy jest to kontynuacja udana. Zdecydowanie tak. To kawał solidnej, wciągającej powieści przygodowej, przy której bawiłem się znakomicie od pierwszej do ostatniej strony. Czułem znowu ten dreszczyk emocji, kiedy bohaterowie schodzą do łodzi i płyną w stronę wyspy, której cień widać na horyzoncie. Jeśli ktoś kocha morskie opowieści, pirackie legendy i klimat dawnych wypraw, gdzie honor miesza się ze chciwością, a odwaga ze strachem, to będzie zachwycony.

Polecam. Wydawnictwu SQN dziękuję za udostępnienie mi tej pozycji.

Komentarze

  1. Recenzja sprawiła, że pragnę przeczytać tę książkę, by znów poczuć się jak w dzieciństwie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję, staram się tak wyrazić uczucia po lekturze by zachęcić czytelników do owej ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty