Lawrence z Arabii. Wojna, zdrada, szaleństwo mocarstw. Jak powstał dzisiejszy Bliski Wschód Scott Anderson
O Lawrence’u napisano już absolutnie wszystko, ale Scott Anderson znalazł świeży, absolutnie genialny sposób, by opowiedzieć tę historię na nowo. Zamiast skupiać się wyłącznie na legendzie brytyjskiego archeologa, który stał się dowódcą arabskiego powstania, autor serwuje nam kapitalny reportaż historyczny, ukazujący narodziny współczesnego Bliskiego Wschodu z perspektywy czterech niezwykłych postaci.
Obok Lawrence’a na scenę wkraczają trzej inni gracze: niemiecki dyplomata i szpieg Max von Oppenheim, bezwzględny rumuńsko-amerykański agronom i syjonista Aaron Aaronsohn oraz William Yale, uparty Amerykanin reprezentujący interesy koncernu naftowego Standard Oil. Anderson mistrzowsko plecie ich losy na tle I wojny światowej, pokazując, jak ich tajne misje, ideologia, chciwość i osobiste obsesje zderzyły się z cyniczną polityką wielkich mocarstw. To właśnie ta czwórka – niczym w najlepszym thrillerze szpiegowskim – staje się naszymi przewodnikami po labiryncie dwulicowości, w którym Wielka Brytania i Francja po cichu dzieliły między siebie upadające Imperium Osmańskie.
Co najbardziej uderza podczas lektury, to przerażający wręcz cynizm globalnej dyplomacji tamtych lat. Anderson bezlitośnie obnaża kulisy układu Sykes-Picot i pokazuje, jak obietnice składane Arabom przez Lawrence’a były od początku puste, a brytyjski rządy traktował go wyłącznie jako pożyteczne narzędzie. Z ogromnym przejęciem śledzi się psychiczną rozsypkę samego Lawrence’a, który zorientowawszy się, że bierze udział w wielkiej zdradzie, powoli stacza się w stronę poczucia winy i szaleństwa. Autor dobitnie pokazuje, że dzisiejszy chaos, granice kreślone jak od linijki na pustyni i nierozwiązane konflikty Bliskiego Wschodu to bezpośrednia konsekwencja lekkomyślności, chciwości i głupoty mocarstw sprzed stulecia.
Książkę czyta się z zapartym tchem, niemal jak wielowątkową powieść sensacyjną, mimo że opiera się na twardych, rzetelnie udokumentowanych faktach. Styl Andersona jest niezwykle płynny, wciągający i pozbawiony suchego, akademickiego zacięcia, a jego analiza historyczna okazuje się nadzwyczaj przejrzysta.



Komentarze
Prześlij komentarz