Miasteczko Robert Cichowlas Łukasz Radecki
/WYDAWNICTWO VIDEOGRAF/
Po „Miasteczko” duetu Cichowlas–Radecki sięgnąłem z dużymi oczekiwaniami. Obaj autorzy zdążyli już udowodnić, że potrafią tworzyć historie o gęstej atmosferze i niepokoju budowanym nie tylko przez same wydarzenia, ale przede wszystkim przez klimat. Tym razem również otrzymałem dokładnie to, czego oczekiwałem – klasyczny horror, w którym największą siłą nie są efektowne sceny grozy, lecz poczucie, że coś bardzo złego kryje się tuż obok nas.
Fabuła przenosi czytelnika do niewielkiej, pozornie zwyczajnej miejscowości, która szybko okazuje się miejscem pełnym tajemnic i przemilczanych historii. Autorzy pokazują świat, w którym największe zagrożenie nie przychodzi z odległych krain ani z nieznanych wymiarów. Ono mieszka obok – w starych domach, zamkniętych drzwiach i sekretach ludzi, którzy od lat udają, że wszystko jest w porządku.
Najbardziej podobało mi się właśnie to poczucie osaczenia. Cichowlas i Radecki bardzo dobrze wykorzystują motyw małej społeczności, gdzie każdy zna każdego, ale jednocześnie nikt tak naprawdę nie zna nikogo do końca. Zwykłe miejsca stopniowo zaczynają budzić niepokój, a atmosfera zagrożenia narasta powoli, bez potrzeby ciągłego epatowania brutalnością. Autorzy wiedzą, że czasem większy strach wywołuje oczekiwanie na coś złego niż samo jego pojawienie się. Równie dobrze wypadają bohaterowie. Nie są idealni ani jednoznaczni – mają własne słabości, błędy i rzeczy, które chcieliby ukryć. Dzięki temu ich reakcje na narastające wydarzenia wydają się bardziej naturalne. Strach nie zmienia ich nagle w herosów, lecz często wydobywa z nich to, co najgorsze: egoizm, desperację i gotowość do przekraczania kolejnych granic.
Dużą zaletą książki jest również styl autorów. Narracja jest konkretna, pozbawiona zbędnych ozdobników i dzięki temu historia rozwija się bardzo sprawnie. „Miasteczko” nie jest powieścią, która próbuje przytłoczyć czytelnika samą formą. Jej siła tkwi w prostym, skutecznym budowaniu napięcia i w przekonaniu, że zwyczajna codzienność może w każdej chwili zmienić się w koszmar. Po zakończeniu lektury najbardziej została mi myśl, że najstraszniejsze miejsca nie zawsze znajdują się gdzieś daleko. Czasami wystarczy spojrzeć na pozornie spokojną ulicę, sąsiadów i ludzi, których mijamy każdego dnia. To właśnie bliskość tego zagrożenia sprawia, że „Miasteczko” działa tak dobrze. To bardzo udany przykład polskiego horroru, który nie próbuje naśladować zagranicznych wzorców, lecz wykorzystuje coś znacznie bardziej znajomego – klimat małej miejscowości, lokalne tajemnice i lęk przed tym, co może kryć się za pozorną normalnością. Dla fanów mrocznych historii o prowincjonalnych sekretach będzie to zdecydowanie satysfakcjonująca lektura.



Komentarze
Prześlij komentarz