Ani śladu Elizabeth Emma Healey


/MEDIA RODZINA/ 

Maud ma kłopoty z pamięcią. Zapomina, gdzie położyła klucze, czy je wzięła, czy zamknęła drzwi. Kiedy wychodzi z domu, kilka razy sprawdza, czy zabrała wszystko ze sobą. Chce jej się pić, ale nie pamięta, gdzie postawiła filiżankę z herbatą. Z tego powodu w jej domu można znaleźć mnóstwo herbacianych kącików.

Zapomina, ale przecież ma swoje lata. Każdemu zdarza się czegoś nie pamiętać. Prawda? Prawda?!

Może i nie pamięta wszystkiego, ale jednego jest pewna – jej najbliższa przyjaciółka Elisabeth zaginęła, a nikt nie chce jej uwierzyć. Ani zapracowana córka, która wpada czasem z wizytą, ani opiekunka pojawiająca się prawie codziennie, ani tym bardziej policja. W końcu jest tylko starszą kobietą, która kupuje namiętnie puszki z brzoskwiniami, bo czasami nie pamięta, co właściwie chciała kupić. Przecież każdemu może się zdarzyć...

A że to kolejna wizyta na posterunku – jak twierdzi bezczelny policjant – to zapewne tylko kolejna pomyłka. Maud musi wszystko zapisać na karteczkach. To, co wie. To, czego jest pewna. Elisabeth zaginęła, ale nikt nie chce tego przyjąć do wiadomości. Trzeba zgłosić sprawę jeszcze raz.

To niezwykle przejmująca opowieść o kobiecie, która ze wszystkich sił próbuje nie poddać się demencji, choć jest to walka z przeciwnikiem, którego pokonać nie można. Podczas lektury zastanawiałem się, jak musi czuć się człowiek, któremu powoli odbierane są najprostsze rzeczy – poczucie pewności, samodzielność i kontrola nad własnym życiem.

Najbardziej poruszające jest to, że wydarzenia sprzed kilkudziesięciu lat Maud pamięta doskonale, jakby wydarzyły się wczoraj. Natomiast to, co stało się przed chwilą, znika gdzieś w pustce pamięci.

To smutna, ale jednocześnie bardzo ludzka książka. Kilka razy uśmiechnąłem się podczas lektury – nie z samej Maud, ale z jej prób walki z losem i zachowania choć odrobiny normalności. Szczerze polecam.

Komentarze

Popularne posty