Przepaść czasu Jeanette Winterson
Z okazji przypadającej w 2016 roku czterechsetnej rocznicy śmierci Szekspira brytyjski wydawca Hogarth Press zaprosił do współpracy znanych pisarzy. Powierzył im opowiedzenie na nowo najsłynniejszych dzieł dramaturga, czego owocem jest kolekcja współczesnych powieści wydawanych w wielu językach. W Polsce książki te ukazują się pod szyldem „Projekt Szekspir”, a „Przepaść czasu” to nowa interpretacja „Zimowej opowieści”. Postaci pozostały te same, jednak osadzono je w realiach współczesnych, gdzie muszą borykać się z dawnymi dylematami. Leo, właściciel fabryki, to zazdrosny i gwałtowny mąż Mimi, która spodziewa się dziecka. Przepełnia go frustracja, gdyż w jego oczach ta sytuacja nie ma większego znaczenia, a dodatkowo najbliższy przyjaciel, z którym niegdyś łączyło go wyjątkowe porozumienie, utrzymuje coraz bliższe relacje z jego żoną, co potęguje wściekłość mężczyzny. Pewnego dnia Leo traci kontrolę, a jego gwałtowne działania bezpowrotnie zmieniają życie wszystkich osób z jego otoczenia. Początkowo miałem spory kłopot, aby w pełni zagłębić się w tę treść, jednak z czasem zacząłem dostrzegać jej niezwykłą złożoność i opowieść wciągnęła mnie bez reszty. To rewelacyjnie napisana historia, z której sam Szekspir byłby z pewnością bardzo zadowolony. Jestem szczerze usatysfakcjonowany tą lekturą, co w moim przypadku znaczy naprawdę wiele i zdecydowanie ją polecam.
Autorka tej reinterpretacji wykazała się niezwykłą odwagą, przenosząc szekspirowski dramat w czasy nam współczesne, nie tracąc przy tym głębi psychologicznej pierwowzoru. Szczególnie uderzyło mnie to, jak bardzo ponadczasowe są emocje targające bohaterami, niezależnie od tego, czy mówimy o królewskim dworze, czy o nowoczesnej fabryce. Każda przewrócona strona uświadamiała mi, że zazdrość i niezrozumienie działają na człowieka tak samo destrukcyjnie, nawet po czterystu latach. Doceniam sposób, w jaki zarysowano postać Mimi, która w tym nowym wydaniu zyskała jeszcze wyraźniejszy i silniejszy rys charakteru. „Przepaść czasu” to nie tylko hołd dla mistrza, ale przede wszystkim samodzielna, świetna powieść, która broni się nawet bez znajomości oryginału. Podczas lektury cały czas zastanawiałem się, jak wielkie pokłady bólu muszą drzemać w Leo, by doprowadziły go do tak radykalnych kroków. Po zamknięciu okładki długo jeszcze analizowałem te decyzje, co jest najlepszym dowodem na to, że książka zostawia w czytelniku trwały ślad.



Komentarze
Prześlij komentarz