Dotrzymana obietnica Jill Anderson


/PRÓSZYŃSKI I S-KA/

Sprawdziłem — zasadniczo wszystko się zgadza. Książka faktycznie jest pamiętnikarskim, osobistym zapisem Jill Anderson, a jej forma przeplata wspomnienia z materiałami dotyczącymi przesłuchań i procesu. Wydanie polskie ukazało się w 2016 roku nakładem Prószyński Media, w przekładzie Arkadiusza Nakoniecznika. ([Lubimyczytać][1])

Jedna drobna rzecz: **„została jednogłośnie uniewinniona”** jest prawidłowe, ale warto zaznaczyć, że Jill nie była obecna na własnym procesie ze względu na stan zdrowia. ([Lubimyczytać][1])

Korekta:

„Dotrzymana obietnica” Jill Anderson to książka, która zostaje w człowieku na bardzo długo i nie jest to lektura łatwa, ale na pewno jedna z najbardziej poruszających, jakie czytałem.

To historia prawdziwa, spisana przez samą autorkę. W roku 2005 Jill Anderson stanęła przed sądem w Leeds, oskarżona o zabójstwo męża. Jej mąż, Paul Anderson, 43-letni lingwista, od wielu lat cierpiał na zapalenie mózgowo-rdzeniowe oraz zespół ustawicznego zmęczenia, chorobę, na którą medycyna nie zna lekarstwa. Przez chorobę kilkakrotnie usiłował popełnić samobójstwo, a jego życie stało się koszmarem nie tylko dla niego, ale i dla najbliższych. Pewnego dnia, gdy po zażyciu śmiertelnej dawki leku umierał, Jill pozwoliła mu odejść, dotrzymując danej mu wcześniej obietnicy.

Jej historię śledziły wtedy media z całego kraju. Została postawiona przed sądem, a ostatecznie ława przysięgłych jednogłośnie ją uniewinniła.

To, co sprawia, że ta książka jest tak mocna, to jej forma. Autorka przeplata dwie warstwy. Z jednej strony mamy suche stenogramy przesłuchań, protokoły, zeznania, cały ten chłodny język sądu. Z drugiej strony mamy historię miłości Paula i Jill, opisy wczesnych, szczęśliwych lat ich związku, kiedy jeszcze nie musieli stawiać czoła chorobie. Ten kontrast między formalnym językiem prawa a intymną opowieścią o miłości wystawionej na najcięższą próbę jest wstrząsający.

Dla mnie to nie jest książka o eutanazji w sensie publicystycznym. To książka o miłości i o obietnicy. O tym, co znaczy kochać kogoś tak bardzo, że jest się w stanie spełnić jego ostatnią wolę, nawet wiedząc, że samemu stanie się za to przed sądem. Jill pisze elegancko i bardzo szczerze, bez użalania się nad sobą.

Wydana u nas w tym roku roku przez Wydawnictwo Prószyński w przekładzie Arkadiusza Nakoniecznika, ma ponad 400 stron, ale czyta się ją jednym tchem, choć często trzeba ją odłożyć, żeby złapać oddech. Zapadająca głęboko w pamięć i zmuszająca do myślenia inaczej o tak kontrowersyjnych sprawach.


Komentarze

Popularne posty