Królowie Przeklęci. Tom 1 Maurice Druon
Otwierając pierwszy tom tego zbiorczego wydania „Królów przeklętych”, wchodzisz w świat, który pochłania bez reszty, łącząc w sobie trzy pierwsze części sagi: „Króla z żelaza”, „Zamordowaną królową” oraz „Truciznę korony”. To imponujący kawał literatury, który w tak rozbudowanej formie pozwala jeszcze mocniej poczuć ciężar rodzącej się klątwy i stopniowego upadku potężnej dynastii Kapetyngów. Od samego początku czułem, że ta lektura to nie jest zwykła powieść historyczna, lecz prawdziwa jazda bez trzymanki przez świat pełen mrocznych intryg, gdzie jeden błędny ruch może kosztować życie, a lojalność jest towarem, który często okazuje się zbyt drogi. Druon w tej zbiorczej formie stworzył opowieść, która nabiera jeszcze większego rozmachu – każda kolejna strona utwierdzała mnie w przekonaniu, że historia Francji w XIV wieku była bardziej dramatyczna i niebezpieczna niż niejeden nowoczesny thriller.
Podczas czytania tych trzech części jedna po drugiej uderzyło mnie, jak mistrzowsko autor prowadzi nas przez labirynt powiązań rodzinnych i politycznych, nie gubiąc przy tym tempa ani na chwilę. Obserwowanie tego, jak klątwa Jakuba de Molay powoli, ale nieuchronnie niszczy królów i królowe, daje niezwykle mocny wgląd w to, jak strach przed nieznanym i poczucie winy potrafią drążyć nawet najtwardsze charaktery. Najbardziej podobało mi się, że w tej objętościowej lekturze miałem czas na prawdziwe zżycie się z bohaterami, a raczej na baczne obserwowanie ich moralnych upadków. Widzisz tutaj nie tylko wielkie postacie z podręczników, ale ludzi z krwi i kości, którzy w obliczu władzy tracą swoje człowieczeństwo, uwikłani w brudne układy, z których nie ma czystego wyjścia. To fascynujące, jak bardzo te dawne problemy – zdrady małżeńskie, walka o wpływy, niepewność co do sukcesji – przypominają dzisiejsze gry o tron, pokazując, że natura ludzka niewiele się zmieniła.
Po skończeniu tej wielkiej części czuję ogromną satysfakcję, że mogłem przeżyć to wszystko w jednym ciągu, widząc, jak nasiona siane w „Królu z żelaza” kiełkują w tragicznych konsekwencjach w kolejnych odsłonach. To czytanie było dla mnie nie tylko lekcją historii, która nie nudzi, ale też głębokim wglądem w mechanizmy rządzące światem, gdzie często to nie sprawiedliwość, ale spryt i bezwzględność wygrywają starcia. Nie czułem znużenia nawet przez moment, bo Druon pisał z takim wyczuciem rytmu i dbałością o detale, że każda kolejna intryga wydawała mi się ważniejsza od poprzedniej. Jest w tej prozie jakaś surowa siła, która sprawia, że chcesz wiedzieć, co będzie dalej, nawet jeśli intuicja podpowiada, że nie czeka tam nic dobrego. To kawał świetnej, wciągającej literatury, którą z czystym sumieniem mogę polecić każdemu, kto lubi historię podaną w sposób pasjonujący i bez zbędnego zadęcia. Po tym wszystkim trudno mi teraz wyobrazić sobie, że mógłbym na tym poprzestać, bo wizja dalszych losów bohaterów i całej tej nieszczęsnej dynastii mocno zakorzeniła się w moich myślach.



Komentarze
Prześlij komentarz