Mick i Keith. Rolling Stonesów portret podwójny Chris Salewicz
„Mick i Keith Rolling Stonesów. Portret podwójny” Chrisa Salewicza to książka, po którą sięgnąłem z czystej ciekawości, bo od razu zaznaczę: nie jestem fanem zespołu, po prostu ciekawa pozycja do przeczytania, która od dawna stała na półce i kusiła tematem.
Mick Jagger i Keith Richards, któż z nas nie słyszał o tym duecie? Rockandrollowe małżeństwo, które trwa już od ponad 40 lat i nic nie wskazuje, aby miało się zakończyć w najbliższym czasie. I to zdanie chyba najlepiej podsumowuje całą tę historię, bo ta książka nie jest tak naprawdę o muzyce, tylko o relacji dwóch skrajnie różnych facetów, którzy bez siebie nie mogą istnieć, a razem wytrzymać też jest im trudno.
Salewicz wykonał kawał dobrej roboty. Nie jest to typowa laurka pisana na kolanach ani też próba taniego skandalizowania. Autor znał zespół, rozmawiał z nimi, spędził z nimi czas i widać to w detalach. Opisuje nie tylko wielkie koncerty i płyty, ale też to, co działo się pomiędzy, w trasie, w hotelach, w studiach, kiedy gasły światła. Pokazuje dwóch liderów jako kompletne przeciwieństwa. Mick jako perfekcjonista, człowiek biznesu, wiecznie kontrolujący wizerunek, zakochany w byciu na szczycie. Keith jako dusza zespołu, człowiek, który żyje muzyką, brudem, bluesem, który nigdy nie chciał być celebrytą, tylko gitarzystą.
To, co mnie najbardziej wciągnęło, to właśnie ta dynamika między nimi. Momenty wielkiej przyjaźni przeplatane latami ciszy, kłótniami o pieniądze, o kobiety, o to, kto jest ważniejszy. A mimo to zawsze wracają na jedną scenę, bo wiedzą, że razem są czymś więcej niż osobno. Salewicz bardzo dobrze pokazuje, że Stonesi przetrwali nie dlatego, że byli grzeczni, tylko dlatego, że potrafili zamienić swoje konflikty w paliwo.
Książka jest też świetnym zapisem epoki. Londyn lat sześćdziesiątych, narkotyki, wolna miłość, potem wielkie trasy po Ameryce, uzależnienia, odwyk, powroty. Nawet jeśli ktoś, tak jak ja, nie zna wszystkich płyt na pamięć, to czyta się to jak dobrą powieść o ludziach, którzy wymyślili pewien styl życia i zapłacili za niego wysoką cenę.
Nie trzeba być fanem Rolling Stonesów, żeby bawić się przy tej książce dobrze. Ja bawiłem się świetnie, bo to po prostu dobrze napisana historia o dwóch facetach, których połączył rock and roll i którzy mimo wszystko wciąż potrafią wyjść razem na scenę i dać show.



Komentarze
Prześlij komentarz