Pocałunek w dniu Wniebowzięcia Giovanni Cocco


/Noir sur Blanc/ 

„Pocałunek w dniu Wniebowzięcia” Giovanniego Cocco to książka, która została mi w głowie na długo, choć wcale nie jest to kryminał o morderstwie, jak mogłoby się wydawać po okładce, tylko dużo cieplejsza i bardziej ludzka opowieść o małej społeczności.

Wszystko dzieje się w małym miasteczku nad jeziorem Como, w północnych Włoszech, w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Mezzegra to miejsce, w którym czas jakby się zatrzymał. W samym środku tego spokojnego życia znika z kościoła najcenniejsza rzecz – figurka Matki Boskiej. Dla kogoś z zewnątrz to może drobna kradzież, ale dla lokalnej wspólnoty to prawdziwa katastrofa i cios w serce. Mnożą się plotki i podejrzenia, a słowo „świętokradztwo” pojawia się na ustach wszystkich.

I tu do akcji wkracza proboszcz, który jest najpiękniejszą postacią tej książki. To nie jest detektyw z odznaką, tylko zwykły ksiądz, który zna wszystkich po imieniu, wie, kto z kim się pokłócił, kto ma kłopoty finansowe i kto od lat nosi w sobie jakąś urazę. Zamiast bezczynnie czekać na rozwiązanie sprawy, postanawia po cichu, na własną rękę, odnaleźć sprawcę i odzyskać figurkę. Jego śledztwo to tak naprawdę seria spotkań i rozmów z mieszkańcami. Powoli, bez pośpiechu, odwiedza swoich parafian i próbuje zrozumieć, co się stało.

To, co mnie w tej powieści urzekło najbardziej, to klimat. Cocco pisze wspaniale o włoskiej prowincji. Pokazuje małe miasteczko, gdzie wszyscy wszystko o sobie wiedzą, gdzie plotka roznosi się szybciej niż dzwon kościelny, gdzie tradycja miesza się z nowoczesnością i gdzie każdy ma swoje małe sekrety.

Pod tą lekką powierzchnią kryje się jednak coś więcej. Kradzież figurki staje się pretekstem do opowiedzenia o samotności, o niespełnionej miłości, o tęsknocie za kimś, kto odszedł, i o potrzebie bycia zauważonym. Proboszcz w trakcie poszukiwań odkrywa nie tyle złodzieja, co historie ludzi, których myślał, że zna.

Tytułowy pocałunek w dniu Wniebowzięcia jest związany przede wszystkim z wątkiem miłości Angeli, miejscowej organistki, i Giuseppe, nieustraszonego motocyklisty. Ich historia rozwija się równolegle do kryminalnej zagadki i znajduje swoje szczęśliwe zakończenie właśnie podczas obchodów święta Wniebowzięcia.

Bawiłem się przy tej książce znakomicie, bo to nie jest historia przede wszystkim o zbrodni, tylko o ludziach. Ciepła, momentami zabawna i napisana z ogromnym wyczuciem małej włoskiej społeczności. Z pozornie niewielkiej kradzieży Cocco zrobił opowieść o mieszkańcach miasteczka, ich sekretach, miłościach i problemach.


Komentarze

Popularne posty