To nie jest miejsce dla gringo Sergiusz Prokurat
„To nie jest miejsce dla gringo” Sergiusza Prokurata to książka, która zostawiła mnie z mieszanymi uczuciami i właśnie za to ją cenię, bo nie jest to kolejna kolorowa opowieść o egzotycznych wakacjach.
Prokurat zabiera nas w miejsca, gdzie turysta z plecakiem i aparatem raczej nie powinien się zapuszczać. Favele, więzienia, dzielnice kontrolowane przez kartele, pogranicza, gdzie prawo przestaje działać. To nie jest miejsce dla gringo i autor pokazuje to na własnej skórze, bez owijania w bawełnę. Nie ma tu lukru, nie ma romantyzowania biedy. Jest brud, strach, bieda, przemoc, ale też ogromna ludzka życzliwość, której często doświadcza się właśnie w najtrudniejszych warunkach.
Bardzo cenię sobie jego styl. Prokurat pisze prosto, czasem wręcz szorstko, bez literackich ozdobników. To bardziej zapis reporterski, dziennik z podróży, w którym obok opisów strzelanin i korupcji pojawiają się rozmowy ze zwykłymi ludźmi, z matkami, które straciły synów, z chłopakami, którzy nie mieli innej drogi niż gang. Widać, że autor spędził w Ameryce Łacińskiej dużo czasu, zna język, zna realia i nie patrzy na wszystko z perspektywy białego człowieka z Europy, który przyjechał pouczać.
Najmocniejsze w tej książce są dla mnie momenty, w których autor pokazuje własną bezradność. To nie jest opowieść o nieustraszonym podróżniku, który wszędzie sobie poradzi. Prokurat przyznaje, że się bał, że popełnił błędy, że czasem uratował go tylko przypadek albo pomoc kogoś miejscowego. To buduje autentyczność i sprawia, że czytelnik naprawdę mu wierzy.
Oczywiście nie jest to książka dla każdego. Są tu opisy brutalne, są historie, po których trudno zasnąć. Jeśli ktoś szuka lekkiej relacji z podróży po Peru czy Meksyku, to się rozczaruje. To jest książka ciężka, miejscami przygnębiająca, bo pokazuje świat, o którym wolelibyśmy nie wiedzieć.
Ja jednak bawiłem się przy niej znakomicie, w takim sensie, że nie mogłem się oderwać. Lubię literaturę, która wytrąca ze strefy komfortu, która zmusza do myślenia i która pokazuje, że świat nie kończy się na naszej bezpiecznej Europie. „To nie jest miejsce dla gringo” to właśnie taka książka – szczera do bólu, niewygodna, ale zapadająca w pamięć na bardzo długo.



Lubię wszelką literaturę tego typu. Zaliczam się niestety do tych, którzy podróżują palcem po mapie, ale właśnie dzięki takim książkom te podróże są wyjątkowo kolorowe i realistyczne!
OdpowiedzUsuńTo prawda.Też należę do grupy osób, które podróżują tylko w wyobraźni :)
OdpowiedzUsuń