Tytan. Życie Johna D. Rockefellera Ron Chernow



/WYDAWNICTWO MAGNUM/ 


„Tytan. Życie Johna D. Rockefellera” Rona Chernowa to książka, która kompletnie mnie pochłonęła i którą czytałem znacznie dłużej, niż zakładałem, bo to nie jest zwykła biografia, tylko monumentalna opowieść o narodzinach nowoczesnej Ameryki.

John D. Rockefeller to uznawany za jednego z najbogatszych ludzi na świecie biznesmen i filantrop, którego majątek, według przelicznika z 2007 roku, wynosił skromne 665 mld dolarów. I kiedy czyta się tę książkę, to ta kwota przestaje być abstrakcją, a zaczyna być historią o tym, jak jeden człowiek był w stanie zbudować imperium od zera i jednocześnie stać się najbardziej znienawidzonym człowiekiem w kraju.

Chernow ma niesamowity talent do opowiadania. Nie pisze suchego życiorysu pełnego dat i bilansów. On pokazuje Rockefellera jako człowieka z krwi i kości, z jego obsesją na punkcie porządku, z jego głęboką wiarą baptystyczną, która kazała mu z jednej strony bezwzględnie niszczyć konkurencję, a z drugiej rozdawać fortunę na cele charytatywne. To właśnie ta dwoistość jest najbardziej fascynująca. Ten sam człowiek, który potrafił doprowadzić do bankructwa setki małych firm, budował uniwersytety, finansował medycynę i walczył z chorobami, które dziesiątkowały Amerykę.

Bardzo podobało mi się to, że autor nie ocenia jednoznacznie. Nie robi z Rockefellera ani świętego, ani potwora. Pokazuje kontekst epoki, dzikiego kapitalizmu bez żadnych regulacji, gdzie albo ty zjadasz innych, albo oni zjedzą ciebie. Pokazuje też jego rodzinę, skomplikowane relacje z ojcem oszustem, z żoną, z dziećmi, które musiały żyć w cieniu fortuny.

Dodatkowym atutem tej pozycji jest to, że zawiera mnóstwo zdjęć, które nadają całości niesamowitego klimatu. Archiwalne fotografie rafinerii, portrety rodzinne, zdjęcia z początków Standard Oil, wycinki z gazet nazywających go ośmiornicą. Dzięki nim historia przestaje być tylko tekstem, a staje się namacalna. Widać na nich, jak zmieniała się Ameryka i jak zmieniał się sam Rockefeller, od młodego, ambitnego księgowego po starego człowieka rozdającego drobniaki dzieciom na ulicy.

To nie jest książka lekka i szybka, ma swoje ponad osiemset stron i wymaga skupienia. Ale jeśli ktoś lubi wielkie biografie, które tłumaczą, jak działa świat biznesu, polityki i filantropii, to będzie się bawił znakomicie. Ja zamknąłem ją z poczuciem, że lepiej rozumiem nie tylko samego Rockefellera, ale też mechanizmy, które do dziś rządzą gospodarką.

Komentarze

Popularne posty