Zagubiony autobus John Steinbeck
Zagubiony autobus to jedna z tych powieści Johna Steinbecka, które wciągają nie tyle skomplikowaną intrygą, co genialnym w swojej prostocie mechanizmem obserwacji. Autor wrzuca grupę zupełnie przypadkowych ludzi do jednego pojazdu, który utyka na odludziu w Kalifornii, i cierpliwie czeka, aż pod wpływem izolacji oraz narastającego napięcia zdejmą oni swoje społeczne maski. Kiedy czytałem tę historię, uderzyło mnie, jak bardzo ten stary autobus staje się swoistym mikrokosmosem; zamkniętą kapsułą, w której zderzają się odmienne charaktery, skrywane traumy i wybuchowe temperamenty. Steinbeck z niezwykłą swobodą operuje tu różnorodnością postaci – od cynicznego kierowcy, który zdaje się być jedynym człowiekiem trzymającym rękę na pulsie, po pasażerów, z których każdy reprezentuje inny rodzaj ludzkiej słabości czy też ukrytego marzenia.
Najbardziej zachwyciło mnie to, jak autor operuje nastrojem – początkowa beztroska podróży ustępuje miejsca gęstniejącej atmosferze, w której każde wypowiedziane słowo waży dwa razy więcej. Steinbeck nie potrzebuje wielkich tragedii, aby budować dramaturgię; wystarczy mu ciasnota pojazdu i rosnąca frustracja towarzyszy niedoli, by pokazać, jak szybko potrafimy zmienić się w swoje własne przeciwieństwa, gdy tylko zabraknie nam wygody i kontroli nad sytuacją. Doceniam też ten specyficzny, amerykański realizm, w którym krajobraz – surowy, nieprzystępny i obojętny na ludzkie losy – staje się niemal pełnoprawnym bohaterem, przypominającym nam o własnej kruchości. Choć momentami można odnieść wrażenie, że niektóre postacie są nieco przerysowane, aby lepiej służyły idei, to jednak w całościowym odbiorze sprawia to, że opowieść staje się bardziej wyrazista i czytelna.
Zastanawiając się nad tą książką jako czytelnik, muszę stwierdzić, że najmocniej rezonuje we mnie sposób, w jaki Steinbeck punktuje ludzką samotność w tłumie. Nawet siedząc ramię w ramię w tym samym autobusie, bohaterowie pozostają dla siebie obcymi, a ich próby porozumienia kończą się zazwyczaj nieporozumieniem lub otwartym konfliktem. Ta diagnoza jest dla mnie wciąż niezwykle aktualna, bo pokazuje, że fizyczna bliskość wcale nie gwarantuje nam zrozumienia drugiego człowieka. Po zamknięciu tej powieści odniosłem wrażenie, że to nie jest tylko opis awarii technicznej, ale zapis trwałej usterki w ludzkiej naturze, która sprawia, że tak rzadko potrafimy szczerze wyciągnąć do siebie rękę. To świetna, choć nieco cierpka w smaku lektura, która zmusza do przyjrzenia się własnym „autobusowym” relacjom, jakie budujemy w codziennym biegu, nie wiedząc tak naprawdę, dokąd nas ostatecznie zawiozą.



Komentarze
Prześlij komentarz