Ziemiomorze Ursula K. Le Guin


/WYDAWNICTWO PRÓSZYŃSKI I S-KA/

Tak, sprawdziłem całość. **Większość tekstu jest merytorycznie bardzo dobra**, ale kilka rzeczy warto poprawić, żeby nie zostały drobne nieścisłości. I zgodnie z prośbą **wyrzucam wszystkie daty**.

Najważniejsza korekta: „Magiczne słowo” nie było po prostu początkiem całego cyklu w sensie pierwszej publikacji książkowej — to opowiadanie poprzedzające cykl, później włączone do historii Ziemiomorza. W obecnym wydaniu rzeczywiście znajduje się jako „Słowo Uwolnienia”. Samo wydanie rozszerzone zawiera sześć dodatkowych tekstów, które wymieniasz. ([Księgarni Internetowej PWN][1])

Poprawiona wersja:

---

„Ziemiomorze” Ursuli K. Le Guin to dla mnie absolutny top, jedna z najukochańszych książek z całego szerokiego nurtu fantasy i cykl, do którego wracam co kilka lat i za każdym razem odkrywam go na nowo.

Wiem, że wiele osób porównuje „Ziemiomorze” do dzieł Tolkiena czy Lewisa i to porównanie jest zrozumiałe, bo to jeden z najznakomitszych cykli w historii fantasy, ale Le Guin stworzyła coś zupełnie własnego, coś dużo cichszego, mądrzejszego i bardziej ludzkiego niż klasyczna epicka walka dobra ze złem.

Prawdziwą sławę przyniósł „Czarnoksiężnik z Archipelagu”. To jest ten pierwszy tom, który kocham najbardziej. Historia Geda, chłopca z małej wioski, który odkrywa w sobie ogromną moc i trafia do szkoły czarnoksiężników na wyspie Roke. To jest opowieść o dojrzewaniu, o pysze i o cenie, jaką się płaci za nieprzemyślane użycie mocy. „Ziemiomorze” to archipelag setek wysp na bezkresnym morzu i Le Guin buduje ten świat z niezwykłą pieczołowitością, gdzie każdy detal jest częścią misternie skonstruowanej całości, a magia opiera się na znajomości prawdziwych imion.

Potem są kolejne tomy, które kocham równie mocno, choć każdy jest inny. „Grobowce Atuanu” to kameralna, mroczna historia kapłanki Tenar, która służy bezimiennym mocom w labiryncie pod świątynią. „Najdalszy brzeg” to podróż na kraniec świata, gdzie magia zaczyna umierać. „Tehanu” to powrót do Tenar i Geda, ale już jako ludzi starszych, zmęczonych, i to jest tom, który najbardziej mnie wzrusza, bo Le Guin pyta w nim, co dzieje się z bohaterami po legendzie.

Uwielbiam w „Ziemiomorzu” to, że Le Guin, wielokrotnie nagradzana Hugo i Nebulą, twórczyni też cyklu Ekumena, nigdy nie idzie na łatwiznę. To nie jest fantasy o kolejnych potworach do pokonania. To fantasy o równowadze. W „Ziemiomorzu” nie chodzi o to, żeby zdobyć więcej mocy, tylko żeby zrozumieć, kiedy jej nie używać. Jej magia ma swoją cenę, ma swoje konsekwencje. Imię to tożsamość. Wiatr i morze to nie tło, to żywioły, z którymi trzeba żyć w zgodzie.

Dla mnie „Ziemiomorze” to książka, która mnie ukształtowała. Pokazała mi, że najpotężniejsza magia to nie zaklęcie, tylko zrozumienie siebie. Jeśli ktoś jeszcze nie zna przygód Geda, zazdroszczę tej pierwszej lektury. To jest fantasy, które zostaje z człowiekiem na całe życie.

 

Komentarze

Popularne posty