Bractwo Nieśmiertelnych Vladimir Wolff



/WAR BOOK/ 


Bractwo Nieśmiertelnych Vladimira Wolffa to książka, która totalnie mnie zaskoczyła i wciągnęła w swój mroczny, brutalny, a jednocześnie fascynujący świat. Wolff to dla mnie od dawna autor, który potrafi połączyć historię wojskowości z fantastyką w taki sposób, że nawet najbardziej szalone pomysły brzmią wiarygodnie i to właśnie tutaj pokazuje w pełnej krasie.

Tym razem dostajemy historię, która zaczyna się niepozornie, a rozkręca się do rozmiarów wielkiej, tajnej wojny toczącej się na marginesie tej oficjalnej. Tytułowe Bractwo to organizacja o której nikt nie mówi głośno, ludzie stojący w cieniu, pociągający za sznurki od wieków. Motyw nieśmiertelności nie jest tu podany w sposób patetyczny czy romantyczny. To bardziej przekleństwo i ciężar niż dar. Bohaterowie, którzy żyją zbyt długo, dźwigają na plecach pamięć wszystkich wojen, zdrad i utraconych idei. To podejście bardzo mi odpowiada, bo odbrązawia mit wiecznego życia.

Wolff jak zawsze jest świetny w detalach militarnych. Mundury, uzbrojenie, taktyka, procedury, wszystko opisane z taką precyzją, że czuć zapach prochu i smar do broni. Jednocześnie nie jest to suchy podręcznik. Akcja pędzi, jest pełna zwrotów, strzelanin, pościgów i momentów, w których stawka rośnie tak wysoko, że trudno złapać oddech. Uwielbiam u niego to, że potrafi opisać bitwę tak, że człowiek widzi ją przed oczami, a jednocześnie nie gubi gdzieś po drodze człowieka w żołnierzu.

Najmocniejszą stroną tej powieści są dla mnie jednak pytania, które zostają po lekturze. O lojalność, o to czym jest ojczyzna, kiedy żyje się kilkaset lat i widziało się jak upadają imperia. O to, czy cel naprawdę uświęca środki i jak cienka jest granica między braterstwem a fanatyzmem. Wolff nie daje łatwych odpowiedzi i nie dzieli świata na białe i czarne. Jego bohaterowie są szarzy, poranieni, często podejmują złe decyzje z dobrych pobudek.

Jeśli ktoś spodziewa się lekkiej przygodówki w stylu Indiany Jonesa, może się zdziwić. To książka gęsta, miejscami ciężka, wymagająca skupienia. Ale jeśli ktoś tak jak ja lubi połączenie historii alternatywnej, sensacji militarnej i odrobiny mrocznej fantastyki, będzie bawił się znakomicie. Ja bawiłem się świetnie, bo dostałem dokładnie to za co cenię Wolffa, czyli inteligentną rozrywkę dla dorosłego czytelnika, która nie obraża inteligencji i zostaje w głowie na długo po zakończeniu.

Komentarze

Popularne posty