Gorzki smak czekolady Lucullus i inne opowiadania Leopold Tyrmand
Jasne — korekta techniczna, bez przerabiania Twojego stylu:
„Gorzki smak czekolady Lucullus i inne opowiadania” Leopolda Tyrmanda to zbiór z 1957 roku, a dla mnie jego najlepsza i najbardziej osobista książka.
To nie są zwykłe opowiadania wojenne, choć wojna jest w tle każdego z nich. To proza człowieka, który, jak sam mówił, każdą przeżytą chwilę zamieniał w literaturę. Tyrmand opisuje tu swoje własne doświadczenia z Norwegii, z pracy przymusowej, z obozów, z tułaczki po Europie.
W środku znajdziemy tytułowy „Gorzki smak czekolady Lucullus”, „Kajaluk”, „Niedziela w Stavanger”, „Tübingen ma białe kominy”, a w dalszych częściach „Amulet, czyli zła wiara”, „Jonathan Miller”, „Rower, czyli zemsta moralności”, „Zwyciężać znaczy myśleć”, „Hanka” czy „Opowieść o tragicznym tenisiście”.
Kocham ten zbiór za język i za ironię Tyrmanda. To proza gęsta, erudycyjna, a jednocześnie bardzo ludzka. Tyrmand nie pisze o bohaterstwie na froncie, tylko o codziennym upokorzeniu, o głodzie, o tym, jak smakuje kradziona czekolada i jak smakuje wolność w obcym porcie. To opowiadania gorzkie, ale i pełne godności. Widać tu już całego przyszłego Tyrmanda ze „Złego”, faceta, który nie znosi komunałów i moralizowania.
Dla mnie pozycja obowiązkowa, żeby zrozumieć, skąd wziął się Tyrmand.



Komentarze
Prześlij komentarz