Królowie Przeklęci. Tom 2 Maurice Druon


/WYDAWNICTWO OTWARTE/

Drugi tom zbiorczego wydania „Królów przeklętych” to kontynuacja tej wielkiej, historycznej machiny, która wciąga czytelnika jeszcze głębiej w bagno dworskich intryg i rodzinnych tragedii. Skoro pierwszy tom rozbudził apetyt na więcej, ta część serwuje nam jeszcze mocniejszą dawkę emocji, gdzie walka o koronę staje się coraz bardziej bezwzględna i krwawa. Śledzenie dalszych losów tej nieszczęsnej dynastii to dla mnie nieustanne odkrywanie tego, jak łatwo w świecie rządzonym przez ambicje można stracić resztki przyzwoitości. Po tym, co wydarzyło się wcześniej, czułem, że stawką nie jest już tylko tron, ale samo przetrwanie rodu, który wydaje się być coraz mocniej pętany przez wspomnianą już klątwę. Druon znów udowadnia, że jest mistrzem w pokazywaniu, jak małe, prywatne urazy mogą doprowadzić do katastrofy całego państwa.

Najbardziej w tej lekturze zachwyca mnie to, że mimo historycznego dystansu, postacie wciąż wydają mi się tak piekielnie bliskie w swoich dążeniach i błędach. Autor nie bawi się w upiększanie swoich bohaterów; pokazuje ich takimi, jakimi są – pełnymi lęku, żądzy władzy i egoizmu, co sprawia, że każda ich decyzja wywołuje w czytelniku mnóstwo emocji. Nie ma tu miejsca na nudne wykłady, bo historia sama w sobie pędzi do przodu, a intrygi są tak misternie zaplanowane, że momentami miałem wrażenie, jakbym sam uczestniczył w tych wszystkich potajemnych naradach. To, co szczególnie przykuło moją uwagę, to fakt, że nawet najpotężniejsi gracze na tej szachownicy ostatecznie okazują się pionkami w rękach losu lub własnych słabości. Uderza mnie też to, jak bardzo ta opowieść pokazuje, że brak stabilnej władzy to zawsze najgorszy scenariusz dla zwykłych ludzi, którzy muszą płacić cenę za fanaberie możnych.

Po zamknięciu tego tomu poczułem, że wszedłem jeszcze głębiej w ten mroczny, średniowieczny klimat, w którym zapach kadzideł miesza się z odorem krwi. To niesamowite, jak spójna i wciągająca jest ta saga, zwłaszcza gdy czyta się ją w tak solidnych blokach, bo wtedy najlepiej widać narastające konsekwencje wcześniejszych czynów. Przemyślenia po tej lekturze mam dość proste, ale mocne – każda władza, która przestaje widzieć ludzi, a zaczyna widzieć tylko własne interesy, prędzej czy później musi się załamać. Jest w tej prozie coś hipnotyzującego, co sprawia, że mimo świadomości nieuchronnego upadku bohaterów, chcesz być przy nich do samego końca. Cieszę się, że mogłem kontynuować tę przygodę, bo Druon stworzył coś, co nie pozwala o sobie zapomnieć nawet na chwilę. To literatura, która ma w sobie surową prawdę o naturze człowieka, co sprawia, że po prostu nie da się od niej oderwać.

Komentarze

Popularne posty