Cena męstwa Django Wexler

/REBIS/

„Cena męstwa” Django Wexlera to książka, którą skończyłem czytać zaledwie chwilę temu, z lekkim szumem w głowie od prochu strzelniczego i poczuciem, że XIX-wieczna wojskowość w połączeniu z czarną magią to absolutnie genialna mieszanka wybuchowa. Zamykasz ten pokaźny tomiszcz i pierwsza myśl, jaka cię uderza, to konstatacja, że gdyby w szkołach uczono historii za pomocą muszkietów, błyskotliwych manewrów taktycznych i prastarych demonów, nikt nigdy nie uciekałby z lekcji. Wexler po raz trzeci udowadnia, że gatunek flintlock fantasy ma się doskonale, a on sam w dowodzeniu papierowymi armiami czuje się jak ryba w wodzie.

Trzeci tom cyklu „Kampanie Cienia” wrzuca nas bezceremonialnie w sam środek wielkiego, polityczno-militarnego kotła. W państwie Vordan dzieje się absolutnie wszystko naraz: państwo osaczone jest przez wrogie mocarstwa, w stolicy szaleją religijni fanatycy widzący zdradę pod każdym dywanem, a na horyzoncie stoi geniusz wojskowy, generał Janus bet Vhalnich. Janus to gość tego typu, że gdyby kazać mu wygrać bitwę za pomocą dwóch wykałaczek, trzech landrynek i pułku zrezygnowanych rekrutów, wygrałby ją w kwadrans, a potem jeszcze wyjaśnił wszystkim, dlaczego to było jedyne logiczne rozwiązanie. Z jednej strony człowiek zachwyca się jego intelektem, a z drugiej w głowie zapala się czerwona lampka, bo ten facet ma w sobie tyle chłodnej kalkulacji, że bez mrugnięcia oka poświęciłby całą armię dla większego dobra.

Równolegle obserwujemy znanych i lubianych bohaterów, którzy próbują po prostu przeżyć w tym szaleństwie. Marcus d'Ivoire miota się między obowiązkiem, lojalnością a próbą wyprostowania bałaganu w stolicy, z kolei Winter Ihernglass – kobieta udająca mężczyznę i dowodząca żołnierzami – po raz kolejny udowadnia, że ma więcej hartu ducha niż połowa generałów na tym kontynencie. To właśnie w relacjach międzyludzkich i wewnętrznych rozterkach bohaterów Wexler błyszczy najbardziej. Postacie są ludzkie, popełniają błędy, bywają potwornie zmęczone i potrafią podejmować decyzje pod wpływem emocji, co sprawia, że kibicuje się im od pierwszej do ostatniej strony.

Największą zaletą powieści jest to, jak kapitalnie autorowi udaje się połączyć rozmach wielkich starć z kameralnymi intrygami. Opisy bitew, formowania czworoboków, huk artylerii i zapach dymu strzelniczego są tak realistyczne, że człowiek ma ochotę odruchowo odgarnąć sadzę z twarzy. A gdy do tego wszystkiego dołączają zbrojni kapłani i mroczne siły, akcja przyspiesza do takiego tempa, że trudno odłożyć książkę choćby na moment.

„Cena męstwa” to kawał rewelacyjnej, mięsistej i niesamowicie satysfakcjonującej lektury dla każdego, kto kocha militarną fantastykę z wyrazistymi bohaterami i świetnie przemyślanym światem. Wygląda na to, że wojna w świecie Wexlera ma niesamowicie wysoką cenę, ale dla czytelnika spędzenie tych kilkuset stron w Vordanie jest warte każdej poświęconej minuty. To murowany hit na długie wieczory.

Komentarze

Popularne posty