Miecz Salomona Marek Orłowski Cykl: Samotny Krzyżowiec (tom 1)


ERICA/

Miecz Salomona Marka Orłowskiego to powieść, którą skończyłem czytać, przecierając oczy od pyłu wypraw krzyżowych i z pewnym zaskoczeniem odkrywając, że polska literatura historyczno-przygodowa ma się całkiem nieźle. Zamykasz ten pierwszy tom cyklu Samotny Krzyżowiec i pierwsza myśl, jaka przychodzi ci do głowy, to konstatacja, że XIII-wieczny Bliski Wschód był jednym z najmniej przyjemnych miejsc do życia, jakie można sobie wyobrazić, ale za to idealnym do snucia pełnych rozmachu opowieści miecza i sandała.

Głównym bohaterem tej historii jest młody rycerz, który rzuca za siebie europejskie, poukładane życie i wyrusza do Ziemi Świętej. Jeśli jednak spodziewacie się bezgrzesznego paladyna na białym koniu, który spędza dni na modlitwie i bezinteresownym ratowaniu panien z opresji, to muszę was rozczarować. Protagonista Orłowskiego to człowiek z krwi i kości – poturbowany przez los, potrafiący twardo stąpać po ziemi i zmuszony do podejmowania decyzji, przy których pojęcie moralności staje się wyjątkowo płynne. Trafia w sam środek gigantycznej, polityczno-religijnej zadymy, gdzie chrześcijańskie zakony rycerskie tłuką się między sobą o wpływy równie chętnie, jak z wojskami sułtana.

Tytułowy Miecz Salomona to nie tylko potężny rekwizyt i legendarna relikwia, wokół której kręci się cała intryga, ale też magnes na wszelakiej maści szumowiny, fanatyków i cynicznych polityków. Autor bardzo sprawnie miesza ze sobą prawdę historyczną z fikcją, serwując nam klasyczny, męski kryminał połączony z powieścią awanturniczą. Mamy tu tajne stowarzyszenia, ukryte artefakty, zdrady na najwyższych szczeblach władzy i ciche zabójstwa w dusznych uliczkach Akki czy Jerozolimy.

To, co w tej książce kupuje czytelnika najbardziej, to niesamowicie mięsiste i realistyczne opisy walki. Orłowski nie patyczkuje się w tańcu – szczęk stali, zapach potu, krwi i palącego słońca czuć niemal na każdej stronie. Starcia są brudne, dynamiczne i pozbawione hollywoodzkiego blichtru. Pojedynek kończy się tu szybkim pchnięciem w pachwinę albo brutalnym ciosem w twarz, a nie poetyckim piruetem. Do tego dochodzi bardzo sprawnie poprowadzony, lekki styl, dzięki czemu przez te kilkaset stron przechodzi się błyskawicznie, bez poczucia znoju czy przeładowania suchą wiedzą historyczną.

Miecz Salomona to kawał solidnej, niezwykle wciągającej męskiej literatury przygodowej na jeden lub dwa wieczory. Pierwszy tom zawiesza poprzeczkę naprawdę wysoko, zostawiając czytelnika z ciągłym apetytem na więcej pojedynków, intryg i pustynnego klimatu. Jeśli lubicie klimaty Templariuszy, wypraw krzyżowych i bohaterów, którzy najpierw walą mieczem, a potem zadają pytania – ta książka będzie strzałem w dziesiątkę!


Komentarze

Popularne posty