Wyścig Jenny Martin


/AKURAT/ 

Połączenie Gwiezdnych Wojen z Szybkimi i Wściekłymi, w dodatku jest to, jak się dowiedziałem z okładki, zapierająca dech w piersiach, naładowana emocjami książka dla każdego. Autorka płakała, jak pisała, to pewne. 17-letnie dziewczę, główna bohaterka, dodatkowo bierze udział w wyścigu, a stawką jest oczywiście być albo nie być, sława, pieniądze, blichtr i wieczne szczęście.

Fabuła książki, oprócz woni spalin, nie wnosi nic nowego do nurtu powieści fantastycznej. XXIV wiek, planeta Castra, to jedno z miejsc, w którym rządy sprawuje niepodzielnie pewna korporacja, a wyścigi samochodowe to jedna z najulubieńszych rozrywek wszystkich, ba! To niemalże święto państwowe.

Phee (swoją drogą idealne imię dla określenia jednym słowem całej książki) swój talent odziedziczyła po swoim ojcu, który, jakżeby inaczej, zaginął dnia pewnego, a biedne dziewczątko plącze się po wszechświecie, biorąc czasami udział we wspomnianych wyścigach. Jako że nie jest za bardzo majętna, sprzedaje swój talent pewnemu bezwzględnemu typowi, który postanawia łożyć, czy też dokładać się do tego, aby Phoebe mogła startować we wspomnianych wyścigach.

Dochodzą tu różnego rodzaju intrygi, takie jak tajemnica rodzinna, walka o władzę, a nawet wojna domowa, która lada dzień może wybuchnąć. Oj, nasze dziewczę będzie miało duże pole do popisu, a jak się to wszystko zakończy, pozostawiam wam do odkrycia.

Autorka nie wysiliła się zbytnio, komponując fabułę wyżej opisanej powieści. Wszechświat jest ogromny, a wyścigi samochodowe na planetach? No, błagam. Wątek miłosny i namiętności między dwoma istotami płci odmiennej też nie wnoszą nic nowego. Kochali się, że aż strach i tyle. Co do humoru, który w zamierzeniu miał wprowadzić trochę rozrywki do w gruncie rzeczy ponurej historii, jest on infantylny i czasem nie na miejscu.

Albom za stary, albo książka jest przereklamowana. Wybierajcie...

Komentarze

Popularne posty