Przyszła na Sarnath zagłada. Opowieści niesamowite i fantastyczne Howard Phillips Lovecraft



/VESPER/

„Przyszła na Sarnath zagłada. Opowieści niesamowite i fantastyczne” Howarda Phillipsa Lovecrafta to zbiór, po który sięgnąłem z ogromnymi oczekiwaniami i który zdecydowanie ich nie zawiódł. To trochę inne oblicze samotnika z Providence niż to, które znamy z najbardziej klasycznych opowieści grozy. Zamiast skupiać się wyłącznie na współczesnym świecie, Lovecraft zabiera nas tutaj w krainę snów, baśni, pradawnych cywilizacji i miejsc, które mogłyby istnieć gdzieś pomiędzy jawą a koszmarem.

Tytułowe opowiadanie zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Lovecraft zabiera nas do krainy Mnar, gdzie potężne Sarnath powstaje w pobliżu znacznie starszego miasta Ib. Mieszkańcy Sarnath, przekonani o własnej wyższości, mordują mieszkańców Ib i przez kolejne pokolenia świętują swoje zwycięstwo. Jak można się domyślić, w świecie Lovecrafta takie rzeczy zdecydowanie nie kończą się dobrze. Narastające poczucie, że nad miastem wisi coś nieuniknionego, jest świetnie budowane, a finał opowiadania ma w sobie ten charakterystyczny dla autora rozmach i piękny, mroczny obraz katastrofy.

Bardzo podoba mi się w tym zbiorze wpływ Lorda Dunsany'ego. Lovecraft pokazuje tutaj swoją bardziej baśniową i oniryczną stronę. Pojawiają się niezwykłe krainy, dziwaczne stworzenia, pradawne miasta i bohaterowie przemierzający światy, w których logika naszego rzeczywistego świata właściwie przestaje obowiązywać. To literatura mocno oparta na wyobraźni i chyba właśnie dlatego czytało mi się te opowiadania z tak dużą przyjemnością.

Język również robi ogromne wrażenie. Jest gęsty, poetycki, archaiczny i pełen niezwykłych określeń. Momentami Lovecraft wręcz maluje słowami. Czytając kolejne opisy, miałem wrażenie, że nie tyle poznaję miejsce czy wydarzenie, ile oglądam je we śnie. Niektóre fragmenty są tak plastyczne, że bardzo łatwo dać się całkowicie wciągnąć w ten dziwny, odrealniony świat.

Nie oznacza to oczywiście, że każde opowiadanie zachwyciło mnie w identycznym stopniu. Są historie mocniejsze, są również takie, które podobały mi się trochę mniej. Jako całość jest to jednak niezwykle ciekawy zbiór, pokazujący, że Lovecraft potrafił tworzyć nie tylko klasyczny horror kosmiczny, ale również fantastyczne opowieści mające w sobie coś z mrocznej baśni.

Najbardziej lubię właśnie tę atmosferę. U Lovecrafta nawet piękny, niezwykły świat bardzo szybko może okazać się miejscem, w którym czai się coś niepojętego. Za pięknymi pałacami, starożytnymi miastami i fantastycznymi krainami zawsze może znajdować się coś, czego człowiek zdecydowanie nie powinien odkryć. I właśnie ta granica pomiędzy zachwytem a niepokojem działa tutaj znakomicie.

„Przyszła na Sarnath zagłada” to dla mnie bardzo udany zbiór i kolejna świetna okazja, żeby przypomnieć sobie, jak niezwykłą wyobraźnię miał Lovecraft. To książka pełna mroku, ale również piękna, baśniowości i niesamowitych obrazów. Nie jest to tylko lektura dla miłośników horroru. To przede wszystkim fascynująca podróż do światów, w których sen może w każdej chwili zamienić się w koszmar, a za ludzką pychę przychodzi zapłacić cenę, której nikt nie chciałby poznać.



Książkę otrzymałem dzięki uprzejmości Wydawnictwa Vesper.

Komentarze

Popularne posty