Tajemnica siedmiu zegarów Agata Christie

 




Agatha Christie kojarzy się większości czytelników z dystyngowanym Herkulesem Poirot lub dociekliwą panną Marple, rozwiązującymi zagadki w zamkniętych salonach angielskich posiadłości. „Tajemnica siedmiu zegarów” to jednak zupełnie inna bajka – to porywająca, młodzieńcza powieść sensacyjno-szpiegowska, która tętni energią lat dwudziestych ubiegłego wieku, szalonymi pomysłami i humorem.


Uważam, że ta książka doskonale pokazuje, jak wszechstronną autorką potrafiła być królowa kryminału, kiedy tylko postanowiła porzucić utarte schematy na rzecz czystej, awanturniczej rozrywki. Zamiast powolnego, metodycznego zbierania dowodów, Christie wrzuca nas w sam środek spisku tajnego stowarzyszenia, pościgów samochodowych i młodzieńczych wygłupów, które niespodziewanie kończą się tragedią. Główna bohaterka, Lady Eileen „Bundle” Brent, to absolutny wulkan energii – inteligentna, brawurowa i bezkompromisowa młoda kobieta, która natychmiast zyskuje sympatię czytelnika i z powodzeniem mogłaby konkurować z najlepszymi detektywami tamtej epoki.


Podczas lektury poczułem, że autorka pisała tę historię z ogromnym przymrużeniem oka i gigantyczną frajdą, która momentalnie udziela się odbiorcy. Początkowy, wręcz groteskowy motyw z ośmioma budzikami kupionymi po to, by obudzić wiecznego śpiocha, szybko przeradza się w mroczniejszą intrygę, jednak powieść ani na chwilę nie traci swojego lekkiego, niemal filmowego tempa. To niesamowite, jak plastycznie Christie odmalowała klimat epoki jazzu, luksusowych wiejskich posiadłości i młodych ludzi, którzy pod maską beztroski kryją odwagę i gotowość do walki z niebezpieczeństwem. Ta specyficzna atmosfera sprawia, że książkę czyta się błyskawicznie, z niesłabnącym uśmiechem na twarzy.

Jedna z moich ulubionych refleksji po odłożeniu tego tomu dotyczy tego, jak genialnie autorka potrafi bawić się konwencją i oczekiwaniami czytelnika. Choć intryga szpiegowska bywa momentami naiwna, a rozwiązanie zagadki tożsamości przywódcy tajemniczego spisku potrafi mocno zaskoczyć, to właśnie ta bezpretensjonalność stanowi o sile „Tajemnicy siedmiu zegarów”. To idealny dowód na to, że dobry kryminał nie zawsze musi być ciężki, ponury i skąpany w strugach deszczu – czasem najwięcej satysfakcji daje nam inteligentna, dynamiczna intryga podana z ogromną klasą i angielskim dowcipem.


Komentarze

Popularne posty