Najazd z przeszłości James P. Hogan





 Najazd z przeszłości – czyli jak Ziemianie próbowali skolonizować ludzi, którzy nie mieli rządu, a mimo to ogarniali życie

James P. Hogan bierze dość prowokujące założenie: co jeśli ludzie wychowani poza Ziemią, przez roboty, stworzą społeczeństwo, które działa lepiej niż nasze własne? Z tego pomysłu powstaje „Najazd z przeszłości” – klasyczne science fiction, które bardziej niż o kosmosie mówi o tym, jak organizujemy (albo psujemy) własne społeczeństwa.

Ziemia w tej historii nie jest miejscem szczególnie przyjaznym. Po wojnach i politycznych napięciach dominuje tam logika siły, instytucji i kontroli. W tym kontekście pojawia się Chiron – planeta, na której rozwija się społeczność ludzi wychowanych przez maszyny, bez państwa, bez klasycznych struktur władzy i bez tego całego „cywilizacyjnego balastu”, który Ziemianie uważają za konieczny.

Problem zaczyna się w momencie, gdy Ziemia uznaje, że Chiron to w gruncie rzeczy „zbłąkane dzieci ludzkości”, które trzeba odzyskać. Tyle że ci „zbłąkani” ludzie funkcjonują w sposób, który kompletnie rozbraja ziemskie myślenie o porządku, władzy i kontroli.

Najciekawsze w tej książce jest zderzenie dwóch modeli świata. Z jednej strony mamy Ziemię – hierarchiczną, polityczną, pełną napięć i interesów. Z drugiej Chiron – społeczność opartą na współpracy, zaufaniu i bardzo nieziemskim (dosłownie) podejściu do organizacji życia. I to właśnie ten kontrast napędza całą historię bardziej niż sama fabuła.

Czy to wizja realistyczna? Raczej nie. Ale Hogan nie próbuje udawać realizmu socjologicznego. To bardziej eksperyment myślowy: co by się stało, gdyby usunąć większość rzeczy, które uważamy za „konieczne” dla społeczeństwa?

Książka momentami balansuje między powagą a lekką satyrą. Ziemskie instytucje wypadają tu dość ciężko i schematycznie, a Chiron ma w sobie coś z utopijnej kontrpropozycji. I właśnie w tym napięciu historia działa najlepiej.

Nie jest to typowe SF o kosmicznych bitwach – bardziej o ideach niż o technologii. I jeśli ktoś lubi science fiction, które zadaje pytania typu „a co jeśli nasze oczywiste założenia wcale nie są oczywiste?”, to ta książka działa naprawdę dobrze. „Najazd z przeszłości” to nie tyle opowieść o podboju, co o zderzeniu dwóch sposobów myślenia o świecie. I choć momentami bywa uproszczony, zostawia czytelnika z jednym dość niewygodnym pytaniem: czy na pewno potrzebujemy tylu rzeczy, które uważamy za niezbędne?

Komentarze

Popularne posty