John Constantine. Hellblazer, Tom 3: Trup w Ameryce. Simon Spurrier, Aaron Campbell
Jeśli Constantine w Ameryce, to chyba tylko w wykonaniu Azzarello. Poważnie. Tam było odkrywczo, było pomysłowo i mrocznie. Spurirer zaś sprawia wrażenie, jakby bardziej dostosowywał Johna do realiów uniwersum Sandmana, w efekcie wszystko wydaje się złagodzone, mniej kontrowersyjne, ale i mniej poruszające. Pomysłowe? No też mniej. Acz nadal całkiem przyjemnie wykonane, dość mroczne i dojrzałe. Lżejsze, niż klasyczne serie, miejcie to na uwadze, ale wiadomo, to rzecz bardziej dla fanów „Sandmana” niż „Hellblazera” i jako taką należy rozpatrywać.
Konkretna ilość stron przekłada się tu na konkretną ilość
wydarzeń. Jest tu coś z horroru, dużo fantastyki, zwłaszcza dark fantasy, fajnie
wypada wątek z rozkładem Johna, bo takie dokładnie problemów bohaterowi w
sytuacji, w której i tak ma ciężko zawsze jest in plus, a przy okazji całość
dostarcza sporo treści. Jest niekiedy przegadana, to fakt, czasem można by to
było stonować, bo jednak Spurrier nie potrafi tak w kwiecistość, jak Delano, a nawet
u niego czasem to męczyło, ale jednocześnie to nie komiks, który łyknięcie w
godzinę czy dwie, więc poczytać jest co.
A czy jest na co popatrzeć? Tak. Tu nie mam nic do zarzucenia, bo ilustracje są znakomite, klimatyczne, nastrojowe, realistyczne… No jest mrok, jest dobre wykonanie, są wizualne fajerwerki, ale w naprawdę dobrym stylu, a i jest świetne wydanie, niby to tylko strona techniczna, drobiazg, ale jednak pozwalający się lepiej cieszyć ilustracjami. W skrócie: doskonale narysowany, nieźle napisany komiks. Wart uwagi, zwłaszcza jeśli jesteście miłośnikami uniwersum Sandmana. Chociaż i fani Johna też znajdą tu coś dla siebie.





Komentarze
Prześlij komentarz