Diuna. Bitwa pod Corrinem Brian Herbert, Kevin J. Anderson

 


Sięgając po ten tom, wiedziałem, że duet Herbert & Anderson gra w zupełnie innej lidze niż Frank Herbert, ale mimo to miałem nadzieję na satysfakcjonujące, epickie domknięcie Trylogii Legend Diuny. Dostałem rozmach, gigantyczną skalę i zamknięcie najważniejszych wątków, choć momentami musiałem przymknąć oko na schematyczność oraz nieco hollywoodzki styl prowadzenia historii.


Książka przenosi nas do finałowego etapu wieloletniej wojny ludzi z myślącymi maszynami pod wodzą bezwzględnych Omniusa i Erasmusa. Cała fabuła zmierza nieuchronnie ku tytułowej bitwie pod Corrinem, w której ważą się losy całego gatunku ludzkiego. Z dużym zainteresowaniem śledziłem narastające napięcie, polityczne kryzysy oraz to, jak na zgliszczach starego porządku powoli rodzą się potęgi znane z oryginalnej Diuny – Gildia Kosmiczna, Bene Gesserit czy zalążki Zakonu Mentatów. Najbardziej wciągnął mnie jednak wątek narodzin śmiertelnej wrogości między rodami Atrydów i Harkonnenów. Obserwowanie, jak drobne decyzje, ambicje i nieporozumienia rzucają cień na całe tysiąclecia, miało w sobie sporo dramatyzmu.


Podczas lektury wyraźnie jednak czułem, że autorzy stawiają przede wszystkim na akcję, tempo i kosmiczny rozmach, a nie na filozoficzną głębię czy psychologiczną subtelność bohaterów. Postacie bywają dość jednowymiarowe, napisane bez większych niuansów, a niektóre rozwiązania fabularne sprawiają wrażenie zbyt wygodnych lub wymuszonych. Styl pozostaje prosty, momentami wręcz przeładowany powtórzeniami, przez co książka traci część niezwykłego, mistycznego klimatu, którym Frank Herbert potrafił nasycić niemal każdą stronę swoich powieści.


Mimo tych niedociągnięć czytało mi się ją naprawdę sprawnie i bez większego bólu. To solidna, czysto rozrywkowa space opera, która całkiem udanie domyka historię dżihadu butleriańskiego i daje sporo satysfakcji, o ile nie oczekuje się po niej literackiego arcydzieła.

Komentarze

Popularne posty