Kłamstwa płaczą tom 1 cyklu Nielitościwy Deszcz, Glen Cook
„Kłamstwa płaczą” to powieść, która dla fanów mrocznego fantasy jest jednocześnie spotkaniem wyczekiwanym i trochę bolesnym, bo domyka jeden z końcowych etapów cyklu „Kroniki Czarnej Kompanii” – serii, która od początku odchodziła od klasycznego, baśniowego fantasy na rzecz brudnej, żołnierskiej perspektywy wojny. I mam wrażenie, że właśnie ta brudność pozostaje najważniejsza również tutaj. Cook nie buduje świata legend, tylko świat ludzi zmęczonych, którzy po prostu próbują przetrwać w czymś większym od siebie.
Najmocniej działało na mnie to, jak konsekwentnie prowadzeni są bohaterowie przez cały cykl. Oni nie zostają zatrzymani w momencie, kiedy stają się ważni. Starzeją się, tracą, dźwigają konsekwencje dawnych decyzji. I w „Kłamstwach płaczą” ten ciężar czasu jest szczególnie wyraźny – miałem wrażenie, że każda strona przypomina, że nic nie zostaje bez ceny. Jedną z rzeczy, które zawsze wyróżniały Cooka, jest jego oszczędny, surowy styl. Ale tutaj przestałem to traktować jako styl autora, a zacząłem jako sposób patrzenia na ten świat. To nie jest fantasy pełne wielkich opisów i heroicznych przemówień. To raczej zapis kampanii wojennej, w której ludzie mówią krótko, bo nie mają już potrzeby mówić więcej niż trzeba. I przyznam, że to działa. Czasem jedno zdanie o błocie, dymie czy spalonym obozowisku mówi więcej niż rozbudowane opisy innych książek.
W całej powieści przewijają się motywy władzy, lojalności i ceny przetrwania, ale nie są one podane wprost ani nachalnie. Najważniejsze zostaje dla mnie coś innego – więź między członkami Kompanii. To nie wielkie idee trzymają ten świat razem, tylko ludzie, którzy po prostu nie chcą zostawiać siebie nawzajem w tym wszystkim. Im dalej w książkę, tym bardziej miałem wrażenie, że to fantasy oglądane z poziomu ziemi – nie legend, tylko błota i zmęczenia. Magia istnieje, ale nie daje poczucia kontroli. Raczej przypomina coś, co można przetrwać, ale nie do końca zrozumieć.
„Kłamstwa płaczą” nie są dobrym wejściem do cyklu – to książka, która wymaga znajomości wcześniejszych wydarzeń i emocjonalnego bagażu. Ale dla kogoś, kto spędził z Czarną Kompanią więcej czasu, to raczej nie jest zwykła kontynuacja, tylko moment, w którym zaczyna się czuć ciężar całej historii. Zamknąłem tę książkę z poczuciem, że to nie jest świat, za którym się tęskni dlatego, że jest piękny, tylko dlatego, że był dziwnie prawdziwy w swojej brutalności.



Komentarze
Prześlij komentarz