Podniebna krucjata Poul Anderson

 




Gdy po raz pierwszy usłyszałem o pomysle na fabułę „Podniebnej krucjaty” Poula Andersona, pomyślałem, że to albo kompletny nonsens, albo genialna zabawa konwencją. Wyobrażenie sobie średniowiecznych angielskich rycerzy, którzy zamiast walczyć we Francji podczas wojny stuletniej, przypadkowo przejmują statek kosmiczny obcych i wyruszają na podbój galaktyki, brzmi jak czyste szaleństwo. Po lekturze sądzę jednak, że Anderson dokonał czegoś niezwykłego. Połączył te dwa skrajnie odmienne światy w sposób, który nie tylko bawi, ale też zmusza do refleksji nad ludzką naturą i naszą niezwykłą zdolnością do adaptacji. Książka napisana jest z perspektywy brata Parvusa, co uważam za znakomity zabieg stylizacyjny. Dzięki temu cała ta kosmiczna odyseja zyskuje urok kroniki spisanej przez człowieka, dla którego zaawansowana technologia to po prostu przejawy magii lub boskich cudów, a obcy to uosobienie demonów.

Głównym motywem powieści jest starcie zaawansowanej technologicznie, ale nieco skostniałej cywilizacji Wersgorów z brutalną, pragmatyczną i elastyczną siłą średniowiecznych wojowników pod wodzą sir Rogera de Tourneville. Myślę, że kluczem do sukcesu tej książki jest to, jak Anderson przedstawił obie strony konfliktu. Obcy opierają się całkowicie na technologii i sztywnych procedurach wojennych, przez co zupełnie gubią się w obliczu improwizacji i bezczelności ludzi. Rycerze nie mają pojęcia o prawach fizyki rządzących kosmosem, ale doskonale wiedzą, jak machać mieczem i podstępem zdobywać zamki, co przekładają na realia walki na obcych planetach. Uważam, że autor świetnie uchwycił ten paradoks. Zamiast pokazywać ludzi jako zacofanych dzikusów, przedstawił ich jako zdeterminowanych oportunistów. Sir Roger nie próbuje nawet zrozumieć teorii względności; on po prostu traktuje kosmos jak nowe terytorium do zdobycia i nadania w lenno, co z mojej perspektywy jest zarówno komiczne, jak i psychologicznie bardzo wiarygodne dla mentalności tamtej epoki.

„Podniebna krucjata” udowadnia, że najpotężniejszą bronią ludzkości wcale nie musi być technologia, ale nasza niezłomna zdolność do naginania rzeczywistości do własnych potrzeb. Po głębszym zastanowieniu uważam jednak, że książka mogła momentami zyskać na nieco wolniejszym tempie i głębszym nakreśleniu psychologii postaci. Sir Roger jest genialnym strategiem, ale odniosłem wrażenie, że jego sukcesy przychodzą mu czasami zbyt łatwo, a obcy bywają momentami przerysowani w swojej naiwności. Myślę, że autor mógłby poświęcić więcej uwagi dylematom moralnym ludzi, którzy nagle zostali wyrwani ze swojego ziemskiego mikrokosmosu i rzuceni w nieskończoność wszechświata. Chociaż brat Parvus od czasu do czasu wspomina o tęsknocie za domem i kryzysie wiary w obliczu bezmiaru gwiazd, te wątki szybko ustępują miejsca kolejnym potyczkom i politycznym intrygom. Po lekturze sądzę, że gdyby Anderson mocniej rozwinął ten egzystencjalny niepokój rycerzy, powieść zyskałaby dodatkowy, głębszy wymiar, nie tracąc przy tym nic ze swojego awanturniczego charakteru.

Mimo tych drobnych zastrzeżeń uważam „Podniebną krucjatę” za absolutną klasykę literatury science fiction, która zestarzała się z ogromną klasą. To lekka, inteligentna i napisana z wielkim wyczuciem humoru opowieść, która bawi się kliszami i nie traktuje siebie śmiertelnie poważnie. Myślę, że każdy miłośnik fantastyki, który szuka czegoś oryginalnego i ucieka od powtarzalnych schematów o kosmicznych imperiach, powinien po ten tytuł sięgnąć. Po przeczytaniu ostatniej strony czuję przede wszystkim ogromną sympatię do tych średniowiecznych awanturników, którzy bez mrugnięcia okiem rzucili wyzwanie obcej cywilizacji, udowadniając, że ludzka odwaga i spryt potrafią pokonać nawet najbardziej zaawansowane lasery.

Komentarze

Popularne posty