Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian Jerzy Strzelczyk
„Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian” Jerzego Strzelczyka to książka, która u mnie nie stoi na półce z powieściami, tylko leży cały czas na biurku, bo to leksykon, do którego się wraca. I właśnie w tej formie tkwi jego największa siła.
Nie jest to opowieść snuta od początku do końca, tylko zbiór haseł ułożonych alfabetycznie, raz dłuższych, raz krótszych, w zależności od tego, ile informacji zachowało się na dany temat. Jedne hasła, takie jak Perun, Weles, Świętowit czy Mokosz, to właściwie małe eseje, w których autor zestawia relacje kronikarzy, odkrycia archeologiczne i interpretacje współczesnych badaczy. Inne to krótkie, zwięzłe notki o jakimś demonie domowym, miejscu kultu, świętym gaju czy obrzędzie, o którym wiemy tylko z jednego zdania w kronice Thietmara czy Helmolda.
Bardzo cenię sobie takie podejście. Strzelczyk nie udaje, że wie więcej, niż wiemy. Nie tworzy na siłę pięknej, spójnej mitologii na wzór greckiej, bo Słowianie takiej spisanej mitologii po prostu nie zostawili. Pokazuje uczciwie, gdzie kończy się wiedza, a zaczyna domysł. Kiedy czyta się hasło po haśle, widać, jak ogromne są białe plamy i jak bardzo nasza wyobraźnia o dawnych wierzeniach jest dziś wypełniana przez współczesną fantazję i internetowe wymysły. Ten leksykon to świetne antidotum na takie bzdury.
Dla mnie to ogromna frajda móc otworzyć książkę na dowolnej stronie i trafić na coś ciekawego. Raz jest to opis zaświatów, innym razem wyjaśnienie, czym były dziady, a jeszcze innym omówienie roli ognia czy wody w obrzędach. Hasła są napisane językiem naukowym, ale przystępnym, bez zbędnego żargonu. Czuć, że pisze je historyk, który całe życie siedzi w źródłach i nie musi niczego koloryzować, bo sama próba odtworzenia tego, co utracone, jest już fascynująca.
Oczywiście nie jest to lektura do połknięcia w jeden wieczór. To książka do powolnego studiowania, do zaznaczania, do wracania. Niektóre hasła są suche, bo suche są źródła, ale nawet w tej suchości jest coś poruszającego – świadomość, że dotykamy strzępów świata, który bezpowrotnie odszedł wraz z chrystianizacją.
Po kilku tygodniach z tym leksykonem zostałem z poczuciem uporządkowania wiedzy i z ogromnym szacunkiem dla autora za rzetelność. Jeśli ktoś naprawdę interesuje się dawnymi Słowianami, a nie tylko modą na słowiańskość, to zdecydowanie powinien po tę książkę sięgnąć.



Komentarze
Prześlij komentarz