Niebo ze stali. Opowieści z Meekhańskiego Pogranicza Robert M. Wegner (nowe wydanie)
„Niebo ze stali” Roberta M. Wegnera to książka, którą zamknąłem z poczuciem, że polska fantastyka naprawdę nie ma się czego wstydzić. Po dwóch tomach opowiadań z meekhańskiego pogranicza autor postanowił zrobić coś znacznie większego i przerzucił się na pełnowymiarową powieść. I powiem od razu: jeśli ktoś obawiał się, że Wegner świetnie radzi sobie z krótką formą, ale przy kilkuset stronach może zgubić tempo, może spać spokojnie. Tutaj skala robi się ogromna, a autor bardzo szybko pokazuje, że doskonale wie, co robi.
Wozacy, lud niegdyś wygnany ze swojej ojczyzny, docierają w końcu do miejsca, które może stać się początkiem ich powrotu do domu. Problem polega na tym, że droga prowadzi przez góry, a po drugiej stronie czekają ludzie, którzy wcale nie zamierzają ułatwiać im przeprawy. Równocześnie poznajemy losy Szóstej Kompanii Górskiej Straży, a także bohaterów związanych z wydarzeniami rozgrywającymi się na wschodzie. Z czasem te pozornie odległe historie zaczynają się ze sobą łączyć, tworząc coraz większą i bardziej skomplikowaną układankę.
Największe wrażenie zrobił na mnie świat przedstawiony. Meekhan nie jest kolejną krainą fantasy, w której mamy kilka królestw, garść elfów, czarodzieja z laską i wielkiego złego, którego trzeba pokonać przed zachodem słońca. Wegner stworzył świat pełen różnych ludów, kultur, wierzeń i interesów, a przy tym nie zasypuje czytelnika wykładem z historii swojego uniwersum. Wszystkiego dowiadujemy się stopniowo, razem z bohaterami. Dzięki temu ma się wrażenie, że ten świat istniał na długo przed otwarciem książki i będzie istniał również po jej zakończeniu.
Bardzo podoba mi się również sposób, w jaki autor przedstawia swoich bohaterów. Nie są to herosi bez skazy, którzy zawsze wiedzą, co należy zrobić. To żołnierze, wygnańcy, szpiedzy i zwyczajni ludzie wrzuceni w sytuacje, w których każda decyzja może mieć tragiczne konsekwencje. Szczególnie mocno zapadły mi w pamięć losy Wozaków. To nie jest po prostu grupa wojowników przemierzających świat w poszukiwaniu przygód. To ludzie, którzy chcą odzyskać coś, co zostało im odebrane, a ich droga do domu jest pełna bólu, wyrzeczeń i walki o przetrwanie.
Książka ta pokazuje też, jak dobrze Wegner potrafi pisać sceny batalistyczne. Wielkie starcia nie są tylko efektownym machaniem mieczami. Czuć zmęczenie, chaos, strach i ogromną odpowiedzialność spoczywającą na dowódcach. Wojna nie jest tu romantyczną przygodą, ale brudną i bezwzględną koniecznością, w której nawet najlepszy plan może rozsypać się w ciągu kilku sekund.
Co ważne, mimo ponad sześciuset stron książkę czyta się naprawdę dobrze. Autor potrafi przyspieszyć akcję, kiedy trzeba, ale umie też zwolnić i pozwolić bohaterom odpocząć czytelnikowi. Nie wszystkie wątki zostają tutaj rozwiązane i momentami miałem wrażenie, że oglądam dopiero przygotowanie do znacznie większych wydarzeń. Nie traktuję tego jednak jako poważnej wady, bo po zakończeniu miałem przede wszystkim ochotę natychmiast sięgnąć po kolejną część.
„Niebo ze stali” to kawał świetnej, polskiej fantastyki, w której ogromny świat nie przytłacza bohaterów, a wielkie wydarzenia nadal mają ludzką twarz. Wegner udowadnia, że potrafi nie tylko pisać znakomite opowiadania, ale również utrzymać czytelnika przy kilkusetstronicowej powieści. Jeśli lubicie militarną fantastykę, rozbudowane światy, polityczne intrygi i bohaterów, którym naprawdę można kibicować, Meekhańskie Pogranicze zdecydowanie zasługuje na uwagę. A ja po tym tomie wiem jedno: chcę więcej Meekhanu.



Komentarze
Prześlij komentarz